piątek, 11 marca 2016

Rozdział 11

   Historia Charlie wprawiła mnie w osłupienie. Jak może czuć się osoba, która daje ci wszystko, a ty wciąż tylko udajesz, że robisz to z wzajemnością? Ona traktowała go jak swój cały świat, a on ją jak naiwną dziwkę. Do tego jej przyjaciel zabrał ją na imprezę do córki tego idioty. Idealnie.
   - Myślisz, że Justin wiedział, że Julia jest córką Jamesa? - spytałam.
   - Nie. Na pewno nie. Może on popełnił w swoim życiu parę błędów, ale zmienił się i nie jest idiotą.
   - Czyli myślisz że to zbieg okoliczności? - zapytałam niepewnie. Nie wydawało mi się to zbyt prawdopodobne.
   - Tak. To zbieg okoliczności - powiedziała dobitnie Charlie, jakby starała przekonać się samą siebie. - Zwykła zbieżność zdarzeń.
   Westchnęłam.
   - Gdybym była tobą, już nigdy nie odważyłabym się spojrzeć w ten sposób na jakiegokolwiek mężczyznę - stwierdziłam.
   - Od tamtej pory nie interesują mnie faceci - wymamrotała.
   Poczułam, jak z każdą chwilą atmosfera między nami się zagęszcza. Zestresowałam się.
   O co ci chodzi idiotko? Wyznała ci że jest lezbijką i co, teraz już nie będziesz się do niej odzywać?
   Postarałam się uspokoić. Nie powinnam odtrącać jej ze względu na jej orientację, ale to było silniejsze ode mnie. Poczułam, że już nigdy nie będę potrafiła spojrzeć na nią tak jak teraz. Świadomość, że znajduję się w małym pomieszczeniu sam na sam z osobą, która mogłaby się mną zainteresować napawała mnie strachem.
   - Och - wydukałam.
   Po chwili zaczęłam łączyć fakty. Jej troska, gdy opowiadała o swojej przyjaciółce, sposób w jaki ze sobą rozmawiały, w jaki się przytulały...
   - Czyli Jane...? - wymamrotałam nieśmiało.
   - Tak. To moja dziewczyna - odpowiedziała cicho.
   Z mojego serca spadł ciężar. Była w związku, więc nie mogła, a przynajmniej nie powinna się mną zainteresować.
   - Jesteś szczęśliwa? - spytałam.
   - Jasne - odpowiedziała, wymuszając uśmiech. - Mam drugą połówkę, rodzinę, przyjaciół... czego chcieć więcej?
   Jednak czegoś jej brakowało i wyraźnie to widziałam. Pewna część serca została jej odebrana pięć lat temu i miała już nigdy nie powrócić.
   - Okej, Jane pewnie mnie szuka - powiedziała. - Dzięki, że mnie wysłuchałaś.
   Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
   Charlie wyszła z łazienki, a ja podeszłam do zlewu. Podparłam się rękoma na marmurowym blacie otaczającym umywalkę i spojrzałam w lustro. Nigdy nie uważałam się za szczególną piękność, ale miałam świadomość że nie jestem brzydka. Lubiłam swoją delikatną cerę, pełne usta i długie, szczupłe nogi. Nie mogłam jednak pochwalić się ciemnymi, hipnotyzującymi oczami lub gęstymi lokami, jak Julia. W dodatku nie miałam takich kobiecych kształtów jak ona.
   Dlaczego porównujesz się do Julii? Przestań.
   Szybko poprawiłam włosy i wyszłam z łazienki. Ktoś objął mnie od tyłu w talii. Już miałam go od siebie odepchnąć, kiedy poczułam hipnotyzujący zapach Justina. Odwróciłam się z uśmiechem, a on porwał mnie na parkiet. Zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęliśmy poryszać się w rytm muzyki.
   - Gdzie ty się chowałaś przez cały czas? - spytał.
   - Mogłabym cię zapytać o to samo. Próbowałam cię znaleźć.
   - Siedząc piętnaście minut w łazience? - zaśmiał się.
   - Czyli jednak wiesz gdzie byłam.
   - Zobaczyłem cię dopiero jak tam wchodziłaś. Z Charlie.
   - Aa... ona mi opowiedziała trochę o swoim życiu.
   - O Jamesie itd.?
   - Tak - przygryzłam wargę. - Wiedziałeś że Julia jest jego córką?
   - Co?! - wytrzeszczył oczy. - Cholera, bie...
   Nagle muzyka ucichła. Z cichym jękiem odsunęłam się od Justina.
   - A podobał mi się ten kawałek - mruknęłam.
   W pomieszczeniu rozległ się przeraźliwy pisk. Zatkałam pospiesznie uszy.
   - Raz, dwa - usłyszałam znajomy głos wzmacniany przez mikrofon.
   - Julia będzie przemawiać - stwierdził ponuro Justin.
   Stanęłam na palcach, próbując ją dostrzec nad głowami innych, jednak byłam zbyt niska.
   - No ale ja jej kurdę nie zobaczę - zauważyłam naburmuszona.
   Nagle ktoś złapał mnie pod pachy i moje stopy oderwały się od ziemi.
   - Justin, puszczaj mnie!
   Zaczęłam wymachiwać nogami w powietrzu. Z tej wysokości miałam idealny widok na scenę, ale wszyscy ludzie blisko nas patrzyli się na mnie jak na idiotkę.
   - Teraz ją widzisz? - spytał Justin, zanosząc się śmiechem.
   - JUSTIN!
   Chłopak z westchnięciem postawił mnie z powrotem na ziemi.
   - Ale widziałaś ją dobrze?
   - Tak, idealnie - parsknęłam. - Ale trochę dziwnie się czułam, wiesz. Tak tylko troszkę dziwnie.
   Justin zaśmiał się i objął mnie ramieniem.
   - Mam nadzieję, że dobrze się bawicie - powiedziała Julia ze sceny, co spotkało się z głośnymi wiwatami. - Ja też bawię się świetnie! Ale mam nadzieję że uda się trochę urozmaicić tę noc. Wśród nas jest ktoś, kogo Bóg obdarował wielkim talentem i mam nadzieję, że nam go zaprezentuje. Justin, zaśpiewasz dla nas?
   Publiczność zaczęła wiwatować, parę dziewczyn pisnęło z radości.
   Sparaliżowało mnie. Justin nic mi nie mówił o swoim występie.
   Może to nie chodzi o niego? Może tu jest inny Justin z niesamowitym głosem?
   Spojrzałam na przyjaciela, szukając w jego oczach wyjaśnień, jednak on był najwidoczniej tak samo zaskoczony jak ja. Czułam jak stres Justina przechodzi na mnie. Ścisnęłam jego dłoń, aby dodać mu trochę otuchy.
   - Justin, jesteś tam? - zapytała wesoło Julia.
   Tłum zaczął skandować jego imię.
   - Idź - powiedziałam do niego. - Uda ci się.
   - To będzie mój pierwszy raz - wymamrotał, ale puścił moją rękę i ruszył w kierunku sceny. Gdy wiwaty się wzmocniły, czyli - najprawdopodobniej doszedł na miejsce, postanowiłam dostać się jak najbliżej podestu. Zaczęłam przeciskać się przez tłum.
   - Zaśpiewasz dla nas? - usłyszałam głos Julii.
   - Z przyjemnością - odpowiedział pewnie Justin.
   Gdy dostałam się na sam przód, zauważyłam go. Zdezorientowany  lustrował wzrokiem tłum, aż jego spojrzenie zatrzymało się na mnie. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się ciepło. Odpowiedziałam mu tym samym.
   - A jaki utwór? - dopytywała się dziewczyna.
   - Niech to będzie niespodzianką - powiedział, wciąż wpatrując się tylko we mnie.
   - W porządku - zaśmiała się. - Znamy to?
   - Nie.
   Patrzył mi się w oczy jeszcze przez kilka sekund, po czym przerwał kontakt wzrokowy i chwycił podawany mu mikrofon. Zamontował go w odpowiednim miejscu i usiadł przy fortepianie. Wziął głęboki oddech, ułożył palce na właściwych klawiszach. I zaczął śpiewać.
    So girl
   You just be honest with me
   I know we can mark this work
   I love you
   Przeszły mnie dreszcze. Miał rację - nie znałam tej piosenki (co w sumie nie było takie dziwne, bo kojarzyłam stosunkowo mało piosenek wydanych w przeciągu ostatnich siedmiu lat), ale już zdążyłam ją pokochać. I to głównie dlatego, że była wykonywana przez Justina. 
   I know that you afraid, babe
  But you don't need to be saved, babe
  You just need someone who understands
  And I think I need the same, babe
  Ta cisza panująca na sali była niesamowita. Wszyscy stali jak zaczarowani, wsłuchani w jego głos. Nie musiałam rozumieć tekstu, aby wiedzieć o czym on śpiewa. Wszystko wyrażały jego uczucia.
   Hopefully  you'll give me a chance
   All I want is love and romance
   I wanna give it all, give it all to you
   Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że Justin śpiewa tylko do mnie.
   I wanna dream what you dream
   Go where you going
   I only have one life
  And I only wanna live it with you
  Zatkało mnie. Dlaczego on do cholery jest aktorem, skoro ma taki głos? Potrafił śpiewać tak wysoko. I tak czysto...
   I wanna sleep where you sleep
   Connect with your soul
   The only thing I want in life
   I only wanna live it with you*
   Zagrał odpowiednie i akordy, po czym wstał od fortepianu. Sala rozbrzmiała od przeraźliwie głośnych wiwatów i oklasków. Wszędzie dookoła słyszałam piski zachwyconych dziewczyn. Nawet Julia, która widocznie już wcześniej wiedziała o jego talencie wyglądała na zaskoczoną. Powiedziała coś do niego, ale Justin najwyraźniej nie dosłyszał przez zamieszanie panujące na sali, więc pochylił się w jej kierunku. Dziewczyna powtórzyła to samo, a on zaśmiał się wesoło. Był szczęśliwy.
  Zszedł powoli ze sceny i natychmiast został oblężony przez widownię. Każdy chciał z nim porozmawiać, pogratulować mu lub po prostu dotknąć i potem rozpowiadać o tym znajomym. Zaczęłam przepychać się przez tłum, aby również się do niego dostać.
  - Ej, zróbcie mu trochę miejsca! - usłyszałam wołanie jakiegoś mężczyzny. - Nie znacie zasad?
  O jakich zasadach on mówi?
   Niezadowoleni ludzie zaczęli się rozchodzić. Próbowałam pchać się pod prąd, ale ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam głowę i ujrzałam ochroniarza.
  - Julia ci nie powiedziała, że na tej imprezie nie wolno traktować go jak gwiazdę? On miał mieć tutaj chwilę normalności, ale jak widać jego fani nie potrafią tego zaakceptować - syknął mi w twarz.
   - Zapraszając go na scenę odebrała mu tę możliwość - zauważyłam, wyrywając rękę z jego uścisku. - Justin!
  Chłopak zwrócił twarz w moim kierunku i posłał ochroniarzowi mordercze spojrzenie.
   - Hej, zostaw ją. To moja przyjaciółka - powiedział, przyciągając mnie do siebie. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, jednak zagłuszyła go muzyka.
   - Wyszło ci niesamowicie - powiedziałam, uśmiechając się ciepło.
   - Dziękuję - odpowiedział, śmiejąc się. - Idę się napić. Też coś chcesz?
   - Nie, dzięki. Ja tu poczekam - odpowiedziałam.
   - Okej. Zaraz wracam, nie uciekaj mi stąd!
   Oddalił się w stronę barku. Westchnęłam i rozejrzałam się do okoła. Nie minęło kilka sekund, a ja już żałowałam swojej decyzji. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie iść w stronę barku, ale bałam się, że się miniemy.
   - Chyba powinniśmy dokończyć taniec, kochanie - usłyszałam znajomy, oślizgły głos obok swojego ucha.
   - Nie wydaje mi się - odburknęłam.
   - Tak mi uciekłaś ostatnio... - zamruczał, zupełnie ignorując to, co przed chwilą powiedziałam. Położył ręce na moich biodrach i zaczął poruszać nimi w rytm muzyki.
   - Sorry - mruknęłam, odsuwając się. - Nie jestem tobą zainteresowana i wydaje mi się, że ty też mną nie powinieneś. Jestem niepełnoletnia.
   Wiem, głupi argument, ale nie stać mnie było na nic lepszego. Przecież tańczenie z małolatą nie jest zabronione.
   - I tak się kończą imprezy bez alkoholu. Wszystkie takie sztywne. No dawaj, tylko jeden taniec.
   - Nie - mruknęłam ponuro. Wkurzył mnie tymi swoimi tekstami.
   - Nie przejmuj się swoim chłopakiem, on nas nie zobaczy. A nawet jeśli, to obronię cię przed nim, nie przejmuj się.
   - Nie... - w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Gdybym wyznała mu, że jestem samotna jeszcze bardziej by naciskał.
   Mężczyzna przyciągnął mnie do siebie brutalnie. Położył ręce na moich pośladkach i otarł się o moje podbrzusze swoim przyrodzeniem.
   - Zostaw mnie - warknęłam, próbując się odsunąć, ale on był silniejszy. Przyciągnął mnie jeszcze bliżej - tak, że nasze ciała stykały się całą swoją powierzchnią.
   - Pusć mnie, ty skurwysynu! - jęknęłam, miotając się w jego objęciach.
   - Wyluzuj, dziewictwa od tego nie stracisz.
   - Nie słyszałeś co mówi?! Pusć ją, do cholery!
   Justin. Głos Justina. Tak blisko.
   Pomimo, że wciąż byłam obściskiwana przez obcego mężczyznę, poczułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że on nie dopuści do tego, aby ktokolwiek mnie skrzywdził.
   Nie myliłam się.
   Jedną ręką oderwał od mojego ciała tego ohydnego faceta, a drugą mocno przycisnął mnie do swojej piersi.
   - Spieprzaj od mojej Rose - syknął.
   - Pierdolona gwiazdeczka. Bo co? Naślesz na mnie swoich ochroniarzy? - zaśmiał się ponuro. - Ale wiesz co? Broń swojej własności, broń. Chociaż nie wydaje mi się, aby była jakoś bardzo rozchwytywana. Przecież to deska.
   Justin zamachnął się i walnął go z całej siły w szczękę. Byłam mu za to niezmiernie wdzięczna. Ten mężczyzna trafił w mój czuły punkt - który był różnież jednym z PDKJBNSMNZ (czyli Powodów Dla Których Justin Bieber Nigdy Się Mną Nie Zainteresuje). Wiedziałam, że to co mówi jest prawdą. I to zabolało mnie najbardziej.
   Chłopak widocznie chciał mu jeszcze dołożyć, ale ja zachowałam zimną krew i szybko go odciągnęłam w innym kierunku. Wyszliśmy na taras, który na szczęście był pusty. Justin przytulił mnie mocno do swojego ciepłego torsu.
   - Cholera, tak mi przykro, Rose... - wyszeptał.
   - Dziękuję, że mi pomogłeś - wydukałam, odsuwając się.
   - Och, jak mógłbym ci nie pomóc? Przecież ten gościu chciał cię przelecieć! Już myślałem że zaraz zacznie cię rozbierać! Nie rozumiem, dlaczego nikt do cholery nie zareagował! - wybuchnął, gwałtownie gestykulując rękoma.
   - Justin... ludzie po prostu tacy są.
   - To niepoważne...
   Odgarnął nerwowo włosy z czoła.
   - A ty... nie wzięłaś na poważnie tego co ci powiedział, co nie? Chciał tylko podwyższyć swoje ego - wymamrotał.
   - Przecież oboje wiemy, że to co powiedział było całą prawdą - szepnęłam. - Chociaż nie mam pojęcia, po co mnie obmacywał, skoro mu się nie podobałam.
   - O tym mówię. Jesteś piękna - powiedział, przytulając mnie od tyłu.
   Przyjemne ciepło rozlał się po moim brzuchu. Mówił szczerze, czułam to. Chwyciłam jego dłoń i objęłam się nią jeszcze bardziej.
   - Um... Justin?
   Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Za nami stała dziewczyna, mniej więcej w moim wieku, może o rok lub dwa lata młodsza. Jasne kosmyki opadały jej w nieładzie na ciemne, błyszczące oczy, a usta zaciśnięte miała w wąską linię.
   - Nie chciałam wam przeszkadzać... - dodała zawstydzona.
   - Nic się nie stało - odparłam przyjaźnie.
   - To dobrze, bo ja po prostu... um... bo chodzi o to, że... - wymamrotała.
   - Coś się stało? - spytał.
   - Nie... to znaczy tak, ale... um...
   - Wysłów się - powiedział Justin ze śmiechem.
   - Więc... wiem, że Julia zakazała traktowania cię jak gwiadę, jako aktora, bo tego nie lubisz...
   - To nie tak że tego nie lubię. Po prostu co za dużo to niezdrowo - wtrącił.
   - Och, naprawdę? Bo wiesz, ja wspieram cię od samego początku. Oglądałam wszystkie filmy z tobą po tysiąc razy! Jestś niesamowity w tym co robisz... Bardzo mnie inspirujesz, pokazujesz że można spełniać swoje marzenia, że nie wolno się poddawać... Jeszcze dzisiaj ten występ, to było nieziemskie... i ja po prostu... chciałam cię zobaczyć... i...
   Justin pokiwał głową z rozbawieniem.
   - Chodź tu do mnie - zaśmiał się, przyciągając ją do siebie.
   - Boże, Justin, kocham cię - wymamrotała. Po policzkach zaczęły spływać jej łzy.
   - Dziękuję - odpowiedział, odsuwając się. - Hej, nie płacz, nic się nie stało.
   Dziewczyna pokiwała głową, próbując się uspokoić.
   - Wracaj już lepiej na imprezę, zanim Julia cię zobaczy - powiedział Justin, a ona szybko spełniła jego prośbę i w podskokach zniknęła za tarasowymi drzwiami.
   - Dawno nie widziałam szczęśliwszego człowieka - stwierdziłam, kiwając z rozbawieniem głową.
   - Taka mała rzecz, a jak cieszy  - zauważył. - Jedziemy do domu?
   - Nie chcę, żebyś wychodził tak szybko z imprezy ze względu na mnie.
   - Mi też odechciało się tańczyć.
   - No... więc dobrze, jedziemy do domu - powiedziałam.
   Po drodze do samochodu poznajdowaliśmy naszych przyjaciół, jednak nikt nie chciał z nami jeszcze wracać. Charlie i Jane to imprezowiczki, więc chciały bawić się do białego rana, a Chris nie mógł przepuścić żadnej okazji do poderwania Julii. Tak więc, wracaliśmy sami.
   Noc była podobna do tej, w której pierwszy raz się widzieliśmy. Gwieździste niebo, księżyc w kształcie rogalika. Gdy Justin nie widział, zerkałam na niego kątem oka, zastanawiając się, czy też to zauważył. Patrzyłam na jego rysy twarzy, które pamiętały jeszcze dziecięce lata, skupione na drodze błyszczące oczy i wiecznie opadające na czoło włosy... i coś zrozumiałam. Jeśli kiedykolwiek miałabym go opuścić, złamałoby mi się serce.

***
(nie jest to oryginalna wersja, tylko przyspieszona - lecz według mnie nieco lepsza)
Rozdział z jednodniowym opóźnieniem, a wszystko przez to, że komputer wciąż w naprawie i nie mam pojęcia, kiedy znowu będę mogła na nim pisać. Kolejny dodam we wtorek o 19 :)
Komentujcie!



     
 
 

sobota, 5 marca 2016

Rozdział 10

Rose

Staliśmy w piątkę przed wielką posiadłością. Była zapewne jeszcze większa niż dom Justina i zbudowana w zupełnie innym stylu. Nie była ani trochę nowoczesna - przypominała mały pałac. Główna różnica polegała jednak w otoczeniu - tutaj dookoła budynku znajdował się cudowny ogród pełen egzotycznych roślin, przypominający idealnie przystrzyżony las deszczowy, a nie jak u Justina - kamienie ozdobne, trochę drzew, kwiaty otoczonych jasnym żwirkiem i ogromny basen.
   Chłopak zadzwonił do drzwi dzwonkiem zdobionym złotem. Mimo głośniej muzyki, usłyszałam charakterystyczne 'ding-dong'.
   - Ma niezły dom - stwierdziła Charlie.
   - 'Niezły' to mało powiedziane - powiedziała Jane, jej przyjaciółka.
   - Skąd ona ma tyle kasy? - spytał Chris. - Przecież mówiłeś, że to będzie jej pierwszy film.
   - Nie wiem, nie znam jej - odpowiedział Justin. - Może ma bogatych rodziców.
   - Chciałeś powiedzieć 'nieziemsko bogatych' - poprawiła go Charlie.
   Po chwili drzwi otworzyła nam śliczna dziewczyna w moim wieku. Ciemnobrązowe włosy opadały jej falami na ramiona, pełne usta miała pomalowane mocną, czerwoną szminką. Miała na sobie białą, imprezową sukienkę, która podkreślała jej pełne piersi i kontrastowała z ciemnym odcieniem skóry.
   - Cześć! - powiedziała.
   - Hej - odpowiedział Justin. - To są moi przyjaciele.
   - Jestem Julia - przedstawiła się nam dziewczyna.
   - Charlie.
   - Chris.
   - Jane.
   - Rose.
   - Miło mi was poznać - Julia uśmiechnęła się serdecznie. Wejdźcie.
   Spojrzałam na Chrisa, który lustrował dziewczynę wzrokiem. Widziałam wyraźnie, że jej wygląd przerósł jego najśmielsze oczekiwania. Gdybym była chłopakiem, pewnie też śliniłabym się na jej widok.
   Gdybym była chłopakiem.
   Spojrzałam na Justina i złapałam go na tym, że mi się przygląda. Nie wyglądał, jakby Julia zrobiła na nim jakiekolwiek wrażenie.
   No tak. Przecież stwierdził, że jest 'nawet ładna'.
   W pierwszej chwili poczułam ulgę, ale chwilę później oprzytomniałam. Skoro Julia nie robiła na nim wrażenia, to jak powinna wyglądać dziewczyna, która mogłaby mu się spodobać?
   - Chodźcie do salonu - powiedziała. - Wszyscy już są.
   Poszliśmy za nią do pomieszczenia, z którego dochodziła muzyka. Salon, pomimo zachowanej elegancji, został sprytnie przemieniony w klub nocny. W środku było dość tłoczno i bardzo głośno. to przypominało mi stare czasu. Nie potrafiłam utożsamić się z myślą, że jestem tutaj po to aby się dobrze bawić, a nie po to, aby zadowolić jakiegoś starego, śmierdzącego faceta.
   - Chodźmy się napić! - Jane pociągnęła mnie i Charlie za ręce w stronę barku. Odwróciłam się, próbując odnaleźć wzrokiem Justina, ale na sali było zbyt tłoczno.
   - Dla mnie coś z dużą ilością alkoholu - zarządziła Jane, patrząc na ciemnowłosego barmana.
   - Nie ma napojów alkoholowych.
   - Jak to nie ma? - jęknęła Charlie.
   - Julia zawsze organizuje imprezy bezalkoholowe, ale mam za to duży wybór innych drinków. Mogę pani zaproponować...
   - Cholerna abstynentka - mruknęła. - Poproszę colę.
   - A dla was? - zapytał barman, patrząc na mnie i Jane.
   - Dla mnie też cola.
   - A dla mnie sprite - powiedziałam.
   - Jak można organizować imprezy bezalkoholowe? -jęknęła Charlie, gdy barman zajął się nalewaniem nam picia.
   - Może nie będzie tak źle - stwierdziła Jane.
   - Przynajmniej nie będziemy miały jutro kaca - dodałam.
   Barman podał nam napoje. Rozmawiałyśmy przez chwilę, po czym dziewczyny usłyszały swoją ulubioną piosenkę i poszły na parkiet, zostawiając mnie samą. Sączyłam przez chwilę swojego sprite'a, wciąż wypatrując Justina. Nie było łatwo go dostrzec, bo nie był zbyt wysoki.
   Siedząc na dupie na pewno go nie znajdziesz.
   Westchnęłam i wstałam z miejsca. Zaczęłam przeciskać się przez tłum. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się szybko. Spodziewałam się zobaczyć karmelowe oczy Justina, ale ujrzałam mężczyznę który na oko był ode mnie starszy o jakieś dziesięć lat.
   - Czemu taka ślicznotka nie ma z kim tańczyć? - spytał oślizgłym głosem.
   - Szukam kogoś - wymamrotałam.
   - Co?
   - SZUKAM KOGOŚ - powtórzyłam głośniej, strącając jego dłoń z ramienia. Już miałam iść i dalej szukać Justina, kiedy złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
   - Ten ktoś poczeka. Zatańcz ze mną.
   - Ja... ja powinnam go znaleźć, naprawdę.
   - Trzy minuty cię nie zbawią. Tylko jedna piosenka.
   Chciałam się nie zgodzić. Wyrwać się, odnaleźć Justina i zatańczyć z nim. Więc dlaczego moje usta ze mną nie współpracowały?
   - W porządku - odpowiedziałam.
   Położył ręce na moich biodrach i zaczęliśmy ruszać się w rytm muzyki.
   - Dobrze się ruszasz - zamruczał mi do ucha.
   - Ym... dziękuję - wymamrotałam, odsuwając go trochę.
   Jego towarzystwo sprawiało, że chciało mi się wymiotować.
   - ROSE! - usłyszałam wołanie Charlie. Jeszcze nigdy nie ucieszyłam się z jej obecności. Dziewczyna zauważyła mnie i pobiegła, przedzierając się przez tłum. Wyrwała mnie z objęć nowo poznanego mężczyzny.
   - Musimy porozmawiać - powiedziała stanowczo, ciągnąc mnie do łazienki.
   - Nie zadawaj się z nim - syknęła, gdy znalazłyśmy się w środku.
   - Dlaczego? - spytałam.
   - Źle mu z oczu patrzy. Proszę, nie zadawaj się z nim, posłuchaj mnie.
   - Dobrze, dobrze, nie denerwuj się tak - odpowiedziałam spokojnie.
   - Okej - odetchnęła. - Dziękuję.
   - A... dlaczego tak się o mnie troszczysz? Wydawało mi się że za mną nie przepadasz.
   - Rose, nie będę cię okłamywać: nie za bardzo cię lubię. Ale życzę ci źle. Nie chcę, abyś popełniała te same błędy co ja kiedyś.
   - Jakie błędy?
   - Serio chcesz tego słuchać? - uniosła brwi.
   Pokiwałam twierdząco głową.
   - Więc... miałam wtedy szesnaście lat. Właśnie rzucił mnie chłopak, byłam załamana. Poszłam do klubu się napić i odstresować. Tam go poznałam. Miał na imię James, był o trzynaście lat starszy i szalenie przystojny. Przetańczyliśmy całą noc - zaśmiała się ponuro. - Szalenie się zakochałam. Od tamtego wieczoru zaczęliśmy się spotykać. Był szalenie bogaty, ale co często za tym idzie: również bardzo zapracowany, przez co nie spędzaliśmy razem wiele czasu. Ale kiedy tylko się spotykaliśmy, on odwdzięczał mi się za chwile rozłąki. Komplementował mnie, kupował drogie prezenty, zabierał w piękne miejsca. Mówił, że jestem najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widział. To z nim straciłam swoje dziewictwo.
   Prychnęła.
   - Dopiero po kilku miesiącach powiedziałam o nim rodzicom. Próbowali mi wmówić, że on jest dla mnie nie odpowiedni, przekonywali mnie abym z nim zerwała. Jednak ja byłam młoda i głupia. Sądziłam, że mnie nie rozumieją i robią to wszystko po to, aby zrobić mi na złość. Nie widziałam prawdy... - przełknęła ślinę. - W końcu zakazali mi się z nim spotykać. Wściekłam się. Byłam zakochana, potrzebowałam go. Postanowiłam z nim uciec. Kupił dla nas dom w innej miejscowości i tam zamieszkaliśmy.
   - Nie brakowało ci rodziców? - zapytałam.
   - Czasami za nimi tęskniłam, ale miałam Jamesa. Byłaś kiedyś zakochana?
   - Nie.
   - Więc tego nie zrozumiesz. Bo... gdy jesteś zakochany, ta osoba zastępuje ci wszystko. Jesteś gotowa oddać wszystko, byle tylko być blisko niej. Dlatego... brakowało mi ich, rzeczywiście, ale nie chciała wracać do domu, wolałam być z Jamesem. Kontynuując... gdy miałam 18 lat, zaszłam w ciążę. Byłam bardzo młoda, bałam się macierzyństwa, ale świadomość że noszę w sobie dziecko Jamesa dodawała mi otuchy i sprawiała że pokochałam to maleństwo. Kiedy oznajmiłam mu nowiny, on się wściekł i kazał mi usunąć. Przeraziłam się, nie znałam go od tej strony. Uparłam się, że donoszę ciążę, ale on wtedy zagroził że mnie rzuci. Powinnam wtedy od niego odejść, ale ja stwierdziłam, że on się boi i dlatego tak się zachowuje. Zgodziłam się na jego warunki, bo nie chciałam go stracić. Kupił mi specjalne tabletki, od których poroniłam...
   Zacisnęła mocno usta.
   - Od tamtej pory coraz rzadziej bywał w domu. Zaczęłam podejrzewać go o zdradę, więc pewnego dnia postanowiłam go śledzić. Miał jechać w delegację, ale wypożyczonym autem dojechałam za nim do jakiegoś domu. Drzwi otworzyła mu kobieta, którą pocałował... ale ja wciąż w niego wierzyłam. Miałam nadzieję, że w domu wszystko mi wyjaśni. Kiedy po jego powrocie poruszyłam ten temat, okazało się... że wprawdzie to nie była jego kochanka. To była jego żona. Byli małżeństwem od trzynastu lat. I... i mieli dziecko. Trzynastoletnią córkę.
   Zatkało mnie. Nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć.
   - A... a on mówił że ja jestem tą jedyną, a tak naprawdę wciąż byłam tylko jego kochanką. Dziewczyną od seksu. A ja go kochałam. Naprawdę szczerze kochałam. Nie jego pieniądze, tylko osobowość. Człowieka, który nigdy nie istniał. A James nawet mnie nie przeprosił. Gdy wściekła pakowałam walizki, siedział i patrzył się na mnie obojętnie. Może to i lepiej. Jeszcze bym tam została i mu wybaczyła - zaśmiała się ponuro. - Ale wiesz co jest najgorsze?
   Pokręciłam przecząco głową.
   - Że gdy patrzę na Julię... ona ma ten sam uśmiech, te same ciemne oczy. Widzę w niej jego. To jest córka Jamesa.

***
Hej!
Przez zepsuty komputer ledwo się wyrobiłam, ale rozdział jest. Niestety musiałam napisać go na telefonie, przez co mogą trafić się literówki, których nie zauważyłam przy sprawdzaniu. Kolejny rozdział w czwartek!
Zostawcie swoją opinię w komentarzach!


poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 9

   Nie. To nie może być prawda.
   - Czyli on zabił się... z mojego powodu? - wyszeptałam drżącym głosem. Uderzyło we mnie wielkie poczucie winy, wyciskając pojedyncze łzy z moich oczu. Zacisnęłam mocno powieki i poczułam, jak Justin ściska delikatnie moją dłoń, dodając mi otuchy. Wiedziałam, co próbuje mi powiedzieć. 
   Jestem z tobą.
   To uczucie... kiedy wiesz, że nie jesteś sam, że jest ktoś, kto będzie płakał kiedy ty płaczesz i śmiał się kiedy ty się śmiejesz... Ono sprawiło, że doprowadziłam się do porządku.
   - Nie, Rosanne. To była jego wina - powiedziała Melanie.
   Uderzyła we mnie złość. Jak ona mogła go o to oskarżać?!
   - To ja uciekłam z domu - odpowiedziałam, starając się zabrzmieć spokojnie.
   - Przez niego.
   - Nie mów tak. On tego nie chciał.
   - To po co pił? Sam się o to prosił.
   - A nie pomyślałaś o tym, że tak po prostu miało być? 
   - Co, los zapisany w gwiazdach? - zaśmiała się ponuro.
   - Coś w tym stylu - odburknęłam ponuro.
   - To głupie - stwierdziła, zakładając ręce na piersi.
   - Może masz rację - westchnęłam. Wciąż uważałam że się myli, ale bardzo nie lubiłam się kłócić.
   - Porozmawiajmy na jakiś przyjemniejszy temat - zarządziła wesoło. - Mieszacie niedaleko? Gdzie chodzisz do szkoły, Rosanne?
   - Hm... 
   Co miałam jej powiedzieć? Tylko jedno przyszło mi do głowy. Prawda.
   Nie chodzę do szkoły, bo przez ostatnie siedem lat siedziałam w burdelu. Nie polecam. A teraz nie pójdę do niej z powrotem, bo musiałabym w wieku 17 lat chodzić do jednej klasy z dziesięcioletnimi dziećmi do czwartej klasy podstawówki.
   Nie, dziękuję. Moja siostra od zawsze strasznie przykładała się do wszystkiego i nigdy w życiu nie złamała żadnego przepisu. Może tylko wtedy, kiedy chodziłyśmy razem na plażę pod nieobecność rodziców. Ale ona miała słabość do morza.
   Postanowiłam działać w drugą stronę.
   - Tak, mieszkamy niedaleko. Dziesięć kilometrów na południe, piętnaście? - spojrzałam na Justina, marszcząc brwi. Miałam nadzieję, że chłopak zrozumie, iż potrzebuję pomocy nie tylko w sprecyzowaniu odległości jego posiadłości od domu Melanie.
   Zrozumiał. Poznałam to po jego skupionych oczach.
   - Trzynaście - powiedział. - Dokładnie trzynaście kilometrów na południe.
   - O, to całkiem niedaleko - ucieszyła się moja siostra. - A gdzie chodzisz do szkoły?
   - Więc... ja...
   - To dość skomplikowana historia - przerwał mi Justin.
   - Mamy czas - odpowiedziała Melanie.
   - Um... więc... Rose jest u mnie od niedawna. Przeprowadziła się do mnie z daleka, dlatego musiała porzucić szkołę. Oczywiście, tylko na jakiś czas - poprawił się, widząc minę mojej siostry. - Niedługo przenosimy się na kilka miesięcy na Alaskę, gdzie Rose pójdzie do szkoły. Wiesz, nie ma sensu żeby teraz zapisała się i po tygodniu z niej odeszła. 
   - Niezbyt skomplikowana ta twoja historia - zauważyła Melanie. - Więc wyjeżdżacie z Kalifornii? Po co?
   - Kręcę tam film - odpowiedział Justin.
   - Jesteś reżyserem? - moja siostra wytrzeszczyła oczy.
   - Nie, aktorem.
   - Serio? Nigdy nie widziałam cię w telewizji.
   - Możliwe. Nie gram w każdym istniejącym na świecie filmie - odburknął.
   - No tak - westchnęła. - A...
   - Chyba musimy się już zbierać - przerwałam jej, wstając z kanapy. Tak naprawdę nigdzie nam się nie spieszyło, ale widziałam jak na Justina działa towarzystwo mojej siostry. Odkąd ta zaczęła wytykać mu błędy przeszłości, on bardzo spochmurniał i z każdą chwilą jego nastrój się pogarszał.
   - Tak szybko? - jęknęła Melanie.
   - Tak, niestety - dorzucił Justin takim tonem, jakby naprawdę chciał jeszcze chwilę zostać, ale niestety 'obowiązki wzywają'.
   - Hm... No dobrze - zgodziła się dziewczyna. - Ale Rosanne, musisz kiedyś do nas przyjechać na tydzień lub dwa.
   - Na pewno przyjadę - odpowiedziałam z uśmiechem. Chwyciłam Justina za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia.
   - Jesteście razem? - spytała niepewnie Melanie.
   - Nie, nie - wymamrotałam pospiesznie, puszczając dłoń Justina.
   - To dobrze, bo to pieprzony dupek.
   Wkurzyła mnie tym tekstem,
   - Melanie, weź już tak na niego nie naskakuj, okej? - syknęłam. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego Justin nie reaguje na jej zaczepki. - Wszyscy popełniamy błędy.
   - Rose, proszę cię, daj spokój - mruknął chłopak, spuszczając smętnie głowę. - Ona ma powód, aby mnie tak nazywać.
   - Nie wierzę.
   - To lepiej uwierz, zanim będzie za późno. Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie przyjechać, jeśli coś się będzie działo. A najlepiej już u mnie zostań, zaoszczędzisz sobie czasu - powiedziała Melanie, otwierając nam drzwi wyjściowe.
   Co takiego on jej zrobił?
   Gdyby to nie był Justin, zaraz bym jej posłuchała. Szybko spakowałabym walizki i uciekłabym od niego do siostry. Jednak to był Justin, a ja ufałam mu bezgranicznie. Gdy był przy mnie, czułam się bezpiecznie. I nie zmienią tego żadne słowa.
   Ale to nie dawało mi spokoju.
   - Justin... - zaczęłam nieśmiało, gdy doszliśmy do samochodu.
   - Tak?
   - Czy... - spróbowałam wymyślić szybko jakąś najbardziej prawdopodobną historyjkę. - Czy Melanie to twoja była?
   - Nie, oczywiście że nie - odpowiedział, śmiejąc się ponuro. - Prawie jej nie znam,w całym swoim życiu zamieniłem z nią może kilka zdać. Nie licząc dzisiaj, oczywiście.
   - Więc... dlaczego ona cię tak nienawidzi? - zapytałam niepewnie.
   Chłopak przeczesał nerwowo swoje jasne włosy i oparł się o maskę samochodu. Po chwili na mnie spojrzał, a ja przeraziłam się jego wyrazem twarzy. Wyglądał jak przerażone dziecko.
   - Ja tego nie chciałem - wyszeptał drżącym głosem, patrząc mi w oczy. - To nie byłem ja. Gdybym był sobą, do tego nigdy by nie doszło.
   Wplótł palce w swoje włosy i odetchnął głęboko.
   Dobrze, Justin. Wdech, wydech.
   - Wiem. Oczywiście, że byś tego nie zrobił - zapewniłam, chociaż kompletnie nie wiedziałam, co takiego zrobił.
   - Nie. Nie rozumiesz. To już się wydarzyło. Już za późno. Już nawet nie ma kogo przepraszać, nikt nie chce słuchać. To chore. Ja jestem chory. To powinienem być ja. Dlaczego do cholery byłem takim idiotą?! - wybuchnął. - Dlaczego ona musiała przeze mnie cierpieć?! Czemu ona a nie ja?!
   Ona.
   Dlaczego to słowo wywołuje u mnie taką zazdrość?
   - Masz na myśli Melanie? - spytałam niepewnie.
   - Już za późno - wymamrotał, całkowicie ignorując moje pytanie. - Przeze mnie. To odebrało mi zmysły, nie myślałem i niczym oprócz o narkotykach. Ale jednak to ja. To ja podjąłem decyzję - jęknął, chowając twarz w dłoniach.
   Ten widok łamał mi serce.
   Podeszłam do niego i otoczyłam go ramionami.
   - Justin, trzęsiesz się - zauważyłam.
   - N-nic mi nie jest - wymamrotał i odwzajemnił uścisk, chowając głowę w moich włosach. - Przepraszam cię za to - dodał po chwili.
   - Jest okej. Nie masz za co przepraszać - zapewniłam go. - Każdy potrzebuje czasami wylać swoje uczucia.
   - Ale ja naprawdę przepraszam. Mogłaś pomyśleć sobie o mnie jak o jakimś niezrównoważonym psychicznie.
   - Mogłam - potwierdziłam. - Ale znam cię i wiem, że jesteś całkiem normalny.
   Justin zaśmiał się pod nosem.
   - To co, jedziemy do domu? - zapytał, odsuwając mnie od swojej piersi. - Melanie stoi w oknie i się na nas gapi, zaraz sobie pomyśli, że wcale nam się nie spieszy na super ważne spotkanie.
   - No tak. Nie możemy się przecież spóźnić - potwierdziłam ze śmiechem.
 
   - Kiedyś, kiedy ćpałem, byłem zupełnie innym człowiekiem, wiesz? - powiedział Justin, kiedy oddaliliśmy się od domu Melanie. - Zanim stałem się sławny, mieliśmy mało pieniędzy, a ja... zdobywałem dragi na różne sposoby. Kiedy... kiedy to się stało...
   - To, za co tak nienawidzi cię moja siostra?
   - Tak. Chciałem wydać się policji, ale Ryan i Chris przekonali mnie, abym zamiast tego poszedł na odwyk. Sam chciałem wreszcie skończyć z tym gównem, więc zapisałem się do ośrodka uzależnień. Tam poznałem Charlie.
   - Charlie też kiedyś ćpała? - zdziwiłam się.
   - Miała poważne problemy, z którymi nie dawała sobie rady. W dodatku była pokłócona z rodzicami i nie miała od nich wsparcia. Ani w sumie od nikogo innego.
   - Więc jej rodzicie widzieli jak ich córka wyniszcza się fizycznie i psychicznie, a nic z tym nie zrobili? - oburzyłam się.
   - Nie do końca. Oni nawet nie widzieli, że ma problemy. Po prostu kiedyś się pokłócili, a ona oświadczyła że nie chce ich więcej widzieć i wyniosła się z domu. Postanowiła się z nimi pogodzić dopiero na odwyku. Na szczęście wybaczyli jej i pomogli z narkotykami. Teraz Charlie prowadzi z matką dom mody...
   - To z tego domu mody wszystkie moje ubrania? - przerwałam mu.
   - Tak. Wszystkie. Cholera!
   Zahamował gwałtownie. Serce podeszło mi do gardła.
   - Co się stało? - zapytałam przejęta.
   - Jakiś idiota zajechał mi drogę - odpowiedział.
   - Aha - wyjrzałam przez okno. - Tak w ogóle, to... chciałam ci podziękować za to, że zabrałeś mnie do Melanie. I za to, że ze mną tam posiedziałeś.
   - Nie ma za co. Chociaż nie powiem, to drugie trochę mnie kosztowało - dodał ze śmiechem.
   - Ale nie musiałeś ze mną iść. Skoro wiedziałeś, że Melanie będzie w tym domu, mogłeś posiedzieć w aucie.
   - Po pierwsze, kiedy namierzałem twoją rodzinę, znałem tylko nazwisko. A twoją siostrę znam tylko z widzenia, no i wiem jak ma na imię. A po drugie, byłaś tak zestresowana, że sama nie doszłabyś do drzwi wejściowych.
   - Ej, nie przesadzaj! - zaśmiałam się.
   - Nie przesadzam - usprawiedliwił się. - Mówię jak było. Byłaś tak blada, że myślałem że zaraz zemdlejesz.
   - Tak? A co byś zrobił gdybym zemdlała?
   - Szczerze to nie mam pojęcia. Nikt jeszcze nigdy przy mnie nie zemdlał.
   - Zawsze musi być ten pierwszy raz.
   - Hej, ty chyba nie masz zamiaru mi teraz mdleć, co? - zaśmiał się.
   - Nie, nie martw się!
   - To dobrze. Nie waż się.
   Chwilę jechaliśmy w ciszy, więc Justin włączył radio. Jak zwykle nie rozpoznałam piosenki, która akurat leciała. Zdecydowanie nie byłam na bieżąco.
   - Um... Rose?
   - Hm? - odwróciłam głowę w jego stronę.
   - Chciałabyś pójść do szkoły?
   Wytrzeszczyłam oczy.
   - Ty tak na poważnie? - wymamrotałam.
   - Jak najbardziej. Chcesz żyć jak normalna dziewczyna, prawda?
   Pokiwałam głową.
   - A nie ma nic bardziej zwykłego od chodzenia do szkoły - dodał.
   - Justin... Nie wiem, czy to będzie takie normalne, jeśli siedemnastolatka pójdzie do jednej klasy z dziesięcioletnimi dziećmi.
   - Kto powiedział, że musisz chodzić do jednej klasy z dziesięcioletnimi dziećmi? Pójdziesz do liceum.
   - Błagam cię, nie ukończyłam czwartej klasy podstawówki. Jak mam iść do czwartej klasy liceum?
   - O to się nie przejmuj, wszystko bym załatwił. Ale chciałabyś czy nie?
   - Och, oczywiście, że bym chciała. Ale nawet gdybyś zapłacił gigantyczną łapówkę dyrektorowi...
   - Nikt tu nie chce płacić żadnych łapówek. Załatwiłbym jakieś sfałszowane dokumenty - wtrącił, ale go zignorowałam.
   -... ale to nie zmienia faktu, że nie poradzę sobie w liceum, skoro nawet nie skończyłam podstawówki.
   - Poradzisz sobie. Jesteś inteligentna i pracowita. Chętnie dawałbym ci korepetycje, ale raczej bym sobie z tym nie poradził. Więc jeśli nie będziesz sobie dawała rady, wynajmę ci jakiegoś korepetytora i po sprawie.
   - No, dobrze - zgodziłam się. - Możemy spróbować.
   - I twoja siostra będzie szczęśliwa...
   - Tak - zaśmiałam się. - Tak się zastanawiam...
   - No?
   - Czy często ktoś cię zaczepia na ulicy... no wiesz, po autograf lub zdjęcie?
   - Czasami. Ale na szczęście rzadko kiedy zdarzyło mi się być otoczonym przez psychofanki.
   - Jakie to uczucie?
   - Trochę dziwne. Z jednej strony cię zgniatają i cisną, ale z drugiej...
   - Nie, nie to. Chodziło mi o dawanie autografów, a nie o psychofanki.
   - Aa... Lubię to uczucie. Lubię, jak ktoś do mnie podchodzi i prosi o autograf czy zdjęcie. Wtedy mam złudzenie, że jestem komuś potrzebny.
   - Lubisz być komuś potrzebny?
   - Tak. Inaczej... inaczej wydaje mi się, że moje życie jest bez sensu. Po prostu tego potrzebuję.
   - To dlatego nie chcesz abym od ciebie odeszła?
   Justin zaśmiał się.
   - Tak, między innymi - powiedział, a po chwili dodał tak cicho, że ledwo go usłyszałam. - To jeden z wielu powodów, dla których nie chcę, żebyś odeszła.
 
    Gdy wysiadłam z samochodu, wreszcie poczułam się spełniona. Wykonałam to, co do mnie należało.
   Dlaczego traktuję wizytę u siostry jak obowiązek?
   Nie miałam pojęcia, ale wiedziałam, że nie powinnam się tak zachowywać. Po prostu... przez te siedem lat wybudowałam dookoła siebie mur i nie chciałam wpuszczać za niego zbyt wiele osób.
   Justin zamknął auto i podszedł do mnie, chwytając mnie za ręce.
   - Rose... - wyszeptał, zbliżając swoją twarz do mojej. Serce mi przyspieszyło. Oparł się swoim czołem o moje, tak że stykaliśmy się nosami. - Obiecaj mi coś, dobrze?
   Nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu, więc w odpowiedzi uśmiechnęłam się delikatnie.
   - Jeśli tylko będziesz mnie potrzebować, powiedz mi o tym, okej? Jeżeli będziesz miała jakiś problem czy sprawę, przyjdź do mnie. Nie ukrywaj swoich potrzeb. W porządku?
   - Tak, jasne - wymamrotałam. Kompletnie nie potrafiłam się skupić, gdy znajdywał się tak blisko mnie. Krew buzowała mi w uszach. Jego usta znajdowały się tak blisko moich, że czułam jego oddech.
   Dwa centymetry.
   Tyle dzieliło nasze wargi, a ja poczułam wielką potrzebę zmniejszenia tej odległości do zera.
   Jeśli tylko będziesz czegoś potrzebować...
   Potrzebowałam go.
   Nagle usłyszałam głos George'a.
   - Justin! Charlie tu była i zostawiła ci wiadomość!
   Chłopak westchnął ciężko i odwrócił twarz w stronę ochroniarza.
   Jego usta. Musnęły moje.
   To był zaledwie ułamek sekundy. Zwykły przypadek. Justin najprawdopodobniej nawet tego nie zauważył. Więc dlaczego serce biło mi jak szalone i nie potrafiłam go uspokoić? Potrzebowałam tego. Tak cholernie mocno potrzebowałam poczuć ponownie te wargi na swoich. Chociażby na ułamek sekundy.
   Nagle zorientowałam się, że Justin coś do mnie mówi.
   - ... więc nie martw się, to zupełnie bezpieczne. No to co?
   - Ym... - przygryzłam wargę. - Sorry, ale zamyśliłam się.
   - Nad czym?
   - Nad niczym szczególnym - odpowiedziałam pospiesznie.
   - No dobra, więc George przekazał mi, że Julia (tak dziewczyna, z którą gram w filmie) zaprosiła mnie na imprezę, którą organizuje. Powiedziała, że jeśli chcę mogę zabrać ze sobą kilku znajomych. Idziemy?
   - Och, jasne że idziemy. Nigdy nie byłam jeszcze na imprezie.
   Spojrzałam uważnie w jego oczy i wtedy zrozumiałam.
   Nie zauważył. Nie zauważył tego, że mnie pocałował.

***
 Utrzymuję długość! I najprawdopodobniej będę, bo mam dużo weny i rozdziały pisze mi się teraz o wiele łatwiej. 
Kolejny rozdział w sobotę lub w piątek.
Komentujcie!